Dlaczego zaczęłam zaklejać usta na noc?
Dlaczego zaczęłam zaklejać usta na noc?
Nie jestem typową „wellness girl”. Wychowałam się w zupełnie innym podejściu.
Byłam profesjonalną koszykarką, w polskiej ekstraklasie — 2 treningi dziennie, 2 mecze w tygodniu. Przez lata nikt nie mówił o śnie, regeneracji, hormonach. Motto: work hard, play harder.
Pobudka o 5 rano na trening? Jasne. Siłownia o 23 i pobudka o 6 do pracy? Też spoko. 5–7 lotów tygodniowo, żeby tylko wyskoczyć gdzieś na weekend? Czemu nie. Imprezy zamiast regeneracji? Oczywiście.
I szczerze — to działało. A przynajmniej… tak mi się wydawało. Do czasu.
Aż przestało
W pewnym momencie coś się stało — może wiek, może przemęczenie.
Bóle głowy. Mgła mózgowa. Brak skupienia. Brak energii. I najgorsze — nie miałam pojęcia, co się dzieje.
Na papierze wszystko wyglądało „dobrze”. Miałam świetną pracę, byłam aktywna, robiłam wszystko jak trzeba. A jednak coś było nie tak.
Moment „aha”: sen
Wtedy kupiłam Oura ring. To był pierwszy moment, kiedy zobaczyłam, gdzie jest główny problem — sen.
– jedne noce 5 godzin, inne 12
– prawie zero głębokiego snu
– fatalna regeneracja, ciągłe pobudki w nocy
I wtedy odpaliła się nowa obsesja — optymalizacja snu.
Moja „grind mentality” po prostu zmieniła kierunek. Ta sama energia, tylko inny fokus. Zaczęłam czytać wszystko: biohacking, badania o śnie, podcasty. I wszędzie pojawiał się jeden wniosek — sen to fundament.
Więc weszłam w to na 100% — ciemna sypialnia, niska temperatura, brak jedzenia przed snem, suplementy, rutyna.
I to działało. Czułam się lepiej. Dużo lepiej.
Mimo tego wszystkiego dalej budziłam się kilka razy w nocy. Nie zawsze to pamiętałam (ale Oura tak). Dalej miewałam mgłę mózgową o porankach. Dalej ciężko było mi wstać przed budzikiem.
Było lepiej — ale nie było dobrze.
Co tak naprawdę wszystko zmieniło
Wtedy trafiłam na temat oddychania.
Przeczytałam „Breath” Jamesa Nestora i zaczęłam słuchać Andrew Hubermana. I obaj mówili o jednym: oddychanie przez nos w nocy i mouth taping.
Pomyślałam: „ok… brzmi trochę dziwnie, ale dobra — spróbuję”.
Zamówiłam jakieś losowe taśmy z Amazona.
Pierwsza noc? Odpadły albo zdjęłam.
Druga? To samo.
W końcu udało mi się je zostawić na całą noc.
I po 2–3 nocach… coś się zmieniło. Przestałam się budzić w środku nocy. Tak po prostu.
Kilka dni później miałam znowu energię. Zaczęłam budzić się przed budzikiem. Zasypianie stało się praktycznie automatyczne.
Problem: produkty były beznadziejne
Efekt był. Ale produkt? Tragedia i frustracja.
Jedne były za słabe — odpadały co noc. Inne za mocne — dosłownie zrywały skórę. Kolejne podrażniały. Inne wyglądały jak medyczny plaster i były totalnie niewygodne.
Przetestowałam wszystko — różne marki, taśmy z USA, „polecane” produkty. Ponad 100 różnych plastrów, z całego świata. Tanich, drogich, wykonanych z różnych materiałów, kształtów, kolorów.
Za każdym razem to samo.
Mój biznes mindset mówił: good idea, bad execution.
Dlatego powstał Bedrock
Ale efekt był niepodważalny. Moje wyniki na Oura skoczyły do 85–90+.
Największe różnice:
– brak wybudzeń w nocy
– dłuższy REM
– szybsze zasypianie (stało się rytuałem)
– budzenie się przed budzikiem, naturalnie
Po raz pierwszy od lat mój sen był… stabilny.
I właśnie wtedy powstał pomysł na Bedrock.
Nie dlatego, że „chciałam tworzyć własną markę”. Tylko dlatego, że nie mogłam znaleźć produktu, który działał w 100%.
Wszystkie miały te same problemy: zły kształt, nieelastyczne, dające poczucie klaustrofobii, klej za mocny albo za słaby, brak hipoalergiczności, brak otworu (co serio było trochę stresujące), wyglądały medycznie i… brzydko.
A to ostatnie ma większe znaczenie niż się wydaje. Jeśli śpię w jedwabnej piżamie, w łóżku, obok partnera… serio mam mieć coś klinicznego na twarzy?
Więc zaczęłam tworzyć coś, czego sama chciałam używać.
Co działa, jest komfortowe, dobrze wygląda i nie sprawia, że czujesz się jak pacjent.
Więc stworzyłyśmy taki, który ma sens.
– W kształcie ust — żeby dopasowywał się, a nie walczył z twarzą
– Elastyczny — pracuje razem z Tobą w trakcie snu
– Z jedwabnych włókien — miękki, oddychający, nie podrażnia
– Hipoalergiczny — zero reakcji, zero problemów
– Z otworem na środku — żeby nigdy nie było uczucia klaustrofobii
– I tak… design i kolory są HOT, nie wyglądają jak coś medycznego w łóżku
I tak… nie śpię już bez plastrów
Nie dlatego, że „muszę”. Tylko dlatego, że znam różnicę.
Jeśli jesteś w miejscu, w którym ja byłam — robisz wszystko dobrze, a dalej budzisz się zmęczona — może to nie kwestia robienia więcej. Może brakuje jednej małej rzeczy.
Z mojego doświadczenia — warto spróbować. Efekty naprawdę są WOW.
PS. Mój partner już nie śpi bez plastrów Bedrock. I dodatkowy bonus — przestał chrapać.



